poniedziałek, 3 marca 2014

Człowiek, nawet jak jest z niego straszny cynik i sceptyk, zawsze ma głupie słabości, które zwykliśmy nazywać marzeniami czy też nadzieją.

Eminem feat. Rihanna - The Monster



     ,,Już dawno miałam coś tu napisać. Ale mam teraz mnóstwo na głowie, i tak mało czasu... Na szczęście to, nad czym pracowałam od kilku dni, skończyłam już wczoraj. Był to scenariusz rozprawy sądowej na WOS i dziś właśnie tę rozprawę przedstawialiśmy. Wszystko jest uwiecznione na filmiku, bo pani protokolantka, czyli Agata, miała za zadanie, zamiast pisać, nagrywać. Dałam jej do tego mój telefon, bo u mnie można filmować przez dwie godziny, a na jej aparacie tylko dziesięć minut ;p Oglądałam to już chyba z kilkanaście razy, i wciąż śmieję się tak samo xd Ja byłam adwokatem. W sumie, to chyba powinnam być sędzią, bo zdaje się, że lepiej bym to wszystko ogarnęła, niż Kuba. Wszyscy by dostali kary porządkowe, a co się będę ;D Mimo wszystko, cieszę się z tego, jak to wyszło. Sprawa jest dla nas wygrana, a oskarżony został uniewinniony. Ale chyba nie skończyłoby się to w taki sposób, gdyby nie dobra wola szanownej pani prokurator, która w gruncie rzeczy od początku była po naszej stronie. A z resztą, jak mogłabym przegrać rozprawę, którą sama od początku do końca wymyśliłam? xd
     Dziś była też godzina wychowawcza. Eh.. no nudno nie było, to na pewno. Otóż wczoraj, czyli w poniedziałek, całą naszą klasą postanowiliśmy nie iść na dwie ostatnie lekcje. Czyli mówiąc normalnie, zwialiśmy. Pomysł powstał po pierwszym WF'ie, a po drugim wszyscy mieliśmy się spotkać pod kasztanem (czyli przed szkołą). I tak też się stało, nikt nie robił problemów ani nikt się nie wyłamał. Bo też nikt nie nauczył się na sprawdzian, który miał być właśnie na tej lekcji, z której sobie uciekliśmy. Tylko że wszyscy poszli sobie do domu, a my z koleżanką tak nie do końca. No niby też poszłyśmy do niej do domu, z tym, że my musiałyśmy później do szkoły wrócić. Na tańce. W międzyczasie okazało się, że nasza wychowawczyni dzwoni do rodziców każdego, kto uciekł. Jak to dobrze, że jestem ostatnia w dzienniku! Zdążyłam uprzedzić swoją Babcię i wszystko jej wytłumaczyć, podczas kiedy moje koleżanki odbierały telefony od zawiedzionych rodziców ;D Poprosiłam Babcię, żeby powiedziała coś tam, że musiałam iść do lekarza, czy gdzieś indziej, kiedy odbierze telefon. Ale Babcia stwierdziła, że ma inny pomysł. "Ja nie będę kłamać. Ale też prawdy nie powiem. Nic nie powiem, bo po prostu nie odbiorę. Radź sobie sama." - właśnie to usłyszałam. haha, dziewczęta pozazdrościły mi Babci ;p niby wszystko w porządku, posiedziałyśmy trochę u Marysi. Ale w końcu nadeszła godzina 14.30 i trzeba było wracać, na tańce. Jak się okazało, nasza wychowawczyni była jeszcze w szkole. Koleżanka nam powiedziała, kiedy tylko przeszłyśmy przez bramę. Poszłyśmy za szkołę na ławeczki, posiedziałyśmy trochę i po prostu miałyśmy nadzieję, że w międzyczasie nasza pani opuści budynek. No niestety, nasze nadzieje na nic się zdały. Ale była już prawie piętnasta, a my musiałyśmy jakoś dostać się do sali gimnastycznej. Weszłyśmy do szkoły, powoli, cichutko.. i nagle usłyszałyśmy głos pani wychowawczyni. Nie, nie skierowany do nas. Na szczęście. Dobiegał on prawdopodobnie z kantorka, który był kilka kroków przed nami. Jeju.. chyba nigdy w życiu tak szybko nie wybiegłam ze szkoły. Koleżanka przede mną - w tył zwrot. Ja za nią. I migiem z powrotem na zewnątrz. Ledwo ominęłam dziewczynę, która szła za nami. Jakby gonił nas jakiś potwór haha xd No w sumie.. lubię naszą panią, ale czasami bywa straszna ;x Uciekłyśmy na palarnię i schowałyśmy się za drzewami. hahaha, cóż za przebiegłość xd Za chwilę koleżanka (ta, która szła za nami) wyjrzała przez okno i zawołała do nas, że droga już jest wolna.
     To jeszcze nie koniec tej ,,przygody'', bo mimo, że jakoś dostałyśmy się na salę, musiałyśmy potem iść na górę, do łazienki. A nasza ubikacja jest położona w taki sposób, że aby się tam dostać, trzeba przejść koło pokoju nauczycielskiego. Drzwi były tylko lekko uchylone, a nie całkiem otwarte, dlatego jakoś udało nam się przemknąć niezauważenie. Za pokojem nauczycielskim, na przeciwko łazienki, są drzwi gabinetu pani wicedyrektor. A kim jest pani wicedyrektor? Tak, tak.. to jednocześnie nasza wychowawczyni. Te były zamknięte, więc nie było problemu. Byłyśmy w tej ubikacji we trzy. Koleżanka niezamieszana w całą sprawę i my, dwie uciekinierki. Najpierw wyszła jedna, potem druga, na końcu ja. Właściwie to nie do końca wyszłam. Bo ledwo uchyliłam drzwi kabiny, a za na pół otwartymi drzwiami łazienki rozległ się znajomy głos. Nie pamiętam co dokładnie nasza pani wtedy mówiła, bo zdążyłyśmy z koleżanką tylko rzucić sobie wzajemnie zaskoczone spojrzenie i bez zastanowienia zrobiłyśmy to samo, czyli schowałyśmy się w swoich kabinach. Ja, jako że nie zdążyłam nawet do końca otworzyć drzwi, natychmiast zamknęłam je z powrotem, a za moment drzwi obok zatrzasnęły się za Marysią. Ola nie miała powodu, by uciekać czy się chować, dlatego też jak gdyby nigdy nic wyszła na zewnątrz. My byłyśmy tak cicho, jakby wcale nas tam nie było. Dzięki temu dokładnie słyszałyśmy to, co działo się na korytarzu. Ola została zatrzymana przez naszą panią i wypytana, czy nie ma nas na tańcach  i czy przypadkiem nas nie widziała. Oczywiście wszystkiemu zaprzeczyła, nie ma nas na tańcach, ona nic nie wie, dopiero co przyszła, nie widziała nas, a mnie to nawet nie zna. ha ;D Poczekałyśmy chwilę, aż wszystkie glosy ucichną, i kiedy tak się stało, koleżanka otworzyła swoje drzwi, wyszła i szybko stuknęła do moich, żebym ją wpuściła. Siedziałyśmy sobie razem jeszcze przez chwilę, a przez cały ten czas ona ledwo powstrzymywała się od śmiechu. Prawie się wydało, że tam jesteśmy! Na szczęście prawie... Później jakoś już wróciłyśmy na dół. Ale jakie to wszystko było stresujące ;c Jakby tego było mało, po tańcach spotkała mnie jeszcze jedna niespodzianka. Ale tylko mnie. Wracałyśmy z koleżanką osobno, bo ona mieszka blisko szkoły a ja jeżdżę autobusem. I szłam sobie właśnie na przystanek, już spokojnie, na luzie, patrzę.. a na tym przystanku stoi moja wychowawczyni ;o Dobrze, że to jest po drugiej stronie ulicy. Szybko odwróciłam głowę, przyspieszyłam kroku i zamiast skręcić na pasy, poszłam prosto, w stronę domu koleżanki. Tak, żeby jak najszybciej zniknąć z pola widzenia ;p A do domu wróciłam po prostu następnym autobusem.
     Zaczęłam tę opowieść od godziny wychowawczej, prawda? No to już dokańczam. Na lekcji z naszą panią przeprosiliśmy ją i wręczyliśmy jej kwiatka. To nie był mój pomysł, ale przyznaję, że dobry ; ) A wychowawczyni tylko wspomniała o tej naszej ucieczce, natomiast głównie poruszanym tematem był niedawny wybryk chłopców. Nic dziwnego, bo narozrabiali o wiele bardziej niż my ;d''


     Oto jest treść posta, którego zaczęłam pisać 04.02.2014r. Miałam go wtedy dokończyć i dodać następnego dnia, ale coś nie wyszło, a ja tak odkładałam, odwlekałam.. aż do dziś ; ) Sporo się wydarzyło od tego czasu, jest bardzo wiele spraw do opisania. To i tak już jest długie, więc nie będę się tu jeszcze rozpisywać na temat ostatnich wydarzeń. Zwłaszcza, że chcę opowiedzieć całe ferie. A opowiadać jest co ;p Postaram się w najbliższym czasie coś napisać. Renia, żono moja, serce moje, musimy w końcu pogadać, bo bardzo długo się nie widziałyśmy. Pati, druga żono, serce moje, z Tobą też ;D

3 komentarze:

  1. Aga, żono moja, serce moje, masz oczywiście rację! Nie wiedziałam że chodzisz na tańce. Zakochałam się w tym zdjęciu! Niezłe macie fazy w szkole, haha. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zostałam do tego zdjęcia zmuszona :< zresztą chyba widać po mojej minie ;d

      Usuń
  2. No zdjęcie świetne haha ;) blog świetny i dobrze się zapowiada:)
    http://alwaysbeeyourselff.blogspot.com/2014/03/after-winter-holidays-now-just.html
    miło będzie zobaczyć nowy komentarz lub obserwację ;)

    OdpowiedzUsuń